Zabierz mnie na drugą stronę...
Zabierz mnie gdzie wszystko ma swój sens...
Gdzie wszystko ułożone... jak policyjny pies.
To koniec... Zabiliśmy w sobie wszystko.
To koniec... Mogliśmy więcej, przykro.
Pchnij mnie kuchennym nożem, wypuść na mnie swoje lwy, ja nie chcę więcej biec w ogonie, wolę z przodu tak jak Ty...
To koniec... Zabiliśmy w sobie wszystko.
To koniec... Mogliśmy więcej, przykro.
...
To koniec... Zabiliśmy w sobie wszystko.
To koniec... Mogliśmy więcej, przykro.
Wszyscy razem w jedną stronę...
Wszyscy razem niema czego się bać, śpiewajmy tonem wyzwolonym: sia laj laj laj laj la.
To koniec... Zabiliśmy w sobie wszystko.
To koniec... Mogliśmy więcej, przykro.
od kiedy ropą goją się rany
od kiedy na polany zielone wyszły barany
motyle trotylem pachną jak nigdy
od kiedy niebiosa na czubku nosa mamy
czy nie czujesz że
jakoś tak
do siebie bliżej nam
od kiedy rosa zaiskrzyła prochem
od kiedy ziemia zalotnie błyszczy błotem
od kiedy wsie obrzeżone miną
od kiedy wiemy że te dni prędko nie przepłyną
czy nie czujesz…
od kiedy wiosna strzeliła nam wojną
od kiedy bombami pulchnieją stragany
od kiedy ślina nasza smakuje ołowiem
od kiedy ropą goja się rany
czy nie czujesz…
próbuję otworzyć oczy huk rozlepianych powiek wiruje mi w głowie
powietrze jakieś takie cięższe chłepcę je chłepcę powoli na zewnątrz i do środka
chyba już pójdę tyłek przymarzł mi do schodka
pierwsza myśl - o matko boska druga myśl - o ja idiotka
i znowu zamieszanie na chacie
i znowu zarzygane żółcią szmaty
znowu tępa próba żyletki
znowu wpierdol od taty
już czwarta rano jak ten czas dziwnie leci
jeszcze się ziemia trochę przekręci i znowu zaświeci słońce
o jak mi niedobrze ciągle w głowie słyszę głosy
rozczochrane myśli odklejone paznokcie połamane włosy
chyba już pójdę a wcale mi się nie chce
burdel w mej głowie jak w damskiej torebce
i znowu…