Znowu wracasz do domu styrana 

Znowu cię widzę na kolanach
Znów nie pytam gdzieś była
Skąd żeś wróciła

Tępo patrzysz po ścianach
Tępo patrzysz po ścianach
A ja znikąd sie więcej nie dowiem
Niż z oczu twych
I powiek
Zaciśniętych do krwi warg
Możesz milczeć sobie

Znowu budzisz się rano styrana
Znowu cię widzę na kolanach
Znów nie pytam co sie śniło
Co tam słychać

Tępo patrzysz po ścianach
Tępo patrzysz po ścianach
A ja znikąd się więcej nie dowiem
Niż z oczu twych
I powiek
Z zaciśniętych do krwi warg
Możesz milczeć sobie
Możesz milczeć sobie

Znikąd sie więcej nie dowiem
Niż z oczu twych
I powiek
Zaciśniętych do krwi warg
Możesz milczeć sobie

Nic mi więcej nie powie
Niż wzruszone ramię
I dłonie
Przestępujące ciało z nogi na nogę
Możesz milczeć sobie
Możesz milczeć sobie
I tak wiemy oboje


Gdzieś pośród sześciu miliardów głów

Dwie pary rąk dwie pary nóg na zawsze
Ty i ja

Tysiące gwiazd krąży wokół nas
Nad nami słońce między nami ściana deszczu
Ty i ja

Mówią że wulkany drzemią w nas
Po szyje w chmurach po kolana w oceanach
Ty i ja

Nie chciałaś tego ty i nie chciałem ja
Można powiedzieć wszystko dzieje się przypadkiem
Ty i ja

I mówię ci to nie pierwszy raz
Za nami już przed nami jeszcze kupa czasu
Ty i ja